Uziemianie jest niezbędne do funkcjonowania. Jak bardzo – o tym wciąż się przekonuję.
Ostatnie tygodnie upływają w poczuciu ciężaru. Mentalnie czuję się dobrze, lecz fizycznie bywa różnie. Ciało reaguje bardzo intensywnie na wszystko, co się dzieje wokół. Do tego stopnia, że jeszcze bardziej ograniczyłam dostęp do mediów. Kontakty ograniczyłam do niezbędnego minimum. Lecz nie mogę uciec od świata całkowicie. Wiem, że ten stan jest przejściowy.
Po dość trudnym czwartku, o świcie w piątek wyruszyłyśmy z przyjaciółką nad morze. Ciekawym jest, że równolegle przeżywamy podobieństwa. Dzięki temu lepiej rozumiemy siebie i wspieramy siebie. Jeszcze rankiem pojawiłyśmy się nad morzem i natychmiast zeszły z nas wszystkie napięcia. Poczułyśmy się szczęśliwe i beztroskie. Wspaniałe uczucie. Piękne słońce i kojące morze podnosiły nasze wibracje.
Zaskoczyła mnie sytuacja z soboty. Oraz jej efekty. Jestem bardzo wrażliwa energetycznie i mam silną wrażliwość lokomocyjną. Nie lubię nazywać tego chorobą, bo nie odbieram tego w ten sposób. Reaguję na gwałtowne odruchy oraz nagły wzrost ciśnienia. Jeżeli kierowca prowadzi pojazd nerwowo i chaotycznie, czuję to natychmiast i reaguję. Kiedy kierowcą jest ktoś spokojny, miły i porusza pojazdem delikatnie, wówczas nie odczuwam nieprzyjemności.
W sobotnie popołudnie wsiadłyśmy do autobusu, którym miałyśmy przejechać tylko kilka kilometrów. Kierowca jeździł bardzo gwałtownie. Bardzo szybko pojawiły się w moim ciele reakcje. Wszystko podeszło do gardła, brzuch się zapowietrzył, a moje ciało spięło się tak bardzo, jak nigdy wcześniej.
Gdy tylko wysiadłyśmy poczułam, że stało się to w ostatniej chwili. Było mi bardzo słabo i miałam ochotę wymiotować. Musiałam rozchodzić ten stan. Przyjemny wiatr pomagał przywrócić witalność, lecz zaskoczył mnie bardzo silny ból w całych plecach. Nim doszło u mnie do przebudzenia, przez wiele lat silnie bolały mnie lędźwie, przez co nie mogłam sypiać nocami i czułam dyskomfort w codziennych sytuacjach. Nigdy natomiast nie miałam silnego, równomiernego bólu na całej objętości pleców, karku, szyi. Czułam się, jakbym miała skorupę, blokadę, która przeraźliwie bolała. Mimo, iż w plecaku miałam tylko wodę, zdawał się on ważyć bardzo wiele. Przekładałam plecak na przód, by odciążyć plecy, lecz nie czułam różnicy. W kolejnych godzinach ból wcale się nie zmieniał. Próbowałam się rozciągać chodząc po muzeum, lecz to również nie przynosiło ulgi. Jeszcze w nocy czułam dyskomfort i budziłam się w bólu.
Kolejnego dnia ból całkowicie zniknął, natomiast pojawiło się silne zmęczenie. Sen, który ma właściwości uzdrawiające faktycznie rozluźnił mnie. Zmęczenie oznacza jednak, że nadal jest potrzeba uzdrawiania. Niedziela była intensywna, miła, lecz podróż powrotna upłynęła w poczuciu potrzeby położenia się i zregenerowania.
W poniedziałek, mimo pracy w biurze, cały dzień czułam się silnie zmęczona, wręcz nieprzytomna. To był bardzo trudny dzień w kwestii koncentracji i wykonywania obowiązków ze względu na wręcz błaganie organizmu o wypoczynek i regenerację.
Dopiero we wtorek poczułam przypływ witalności, który silnie kontrastował do poniedziałku.
Sytuacja ta pozwoliła mi dostrzec, że ciągle dzieją się kolejne rzeczy w procesie przebudzenia duchowego. Mentalnie uspokoiłam się niemal permanentnie. Lecz fizycznie ciało reaguje coraz silniej. I jest to wręcz wymuszanie danych zachowań i działań. Tak jak działy się i dzieją transe energetyczne, gdzie wręcz ścina mnie i muszę położyć się. Tak teraz ciało wyraźnie pokazuje, że mam unikać gwałtowności, osób nerwowych, chaotycznych, głośnych, niespokojnych. Reakcje są zbyt silne, by ryzykować powtórzeniem sytuacji.
Trudno jest przewidzieć, co się wydarzy i kto w jaki sposób się zachowa. Staram się więc zapobiegać potencjalnym sytuacjom. Wybieram to, co znam i wiem, że ma niskie ryzyko wywołania we mnie negatywnych reakcji.
Ciało wymusza na mnie stabilność i przewidywalność. Jest witalne, gdy dbam o nie, o spokój, gdy daję mu możliwość ruchu. Kurczy się i zamyka, gdy środowisko staje się zaprzeczeniem klarowności i miłości.
Moje ciało pokazuje mi zależności i uczy mnie właściwego postępowania. Robiło tak zawsze, lecz długo tego nie zauważałam, bądź ignorowałam znaki. Teraz reakcje są tak silne, że nieposłuszność objawia się cierpieniem.
Spięte ciało potrzebuje uziemienia. Uziemia sen, odpoczynek, relaks, natura, słońce, morze. Jod zadziałał wspaniale. Sytuacja z soboty pokazała jednak, że samo przebywanie nad morzem to za mało. Wciąż mogą pojawić się sytuacje stresujące i trudne. I wciąż powrót do sprawności i witalności nie dzieje się natychmiast.
Mam nadzieję, że ten proces przyspieszy. Taki jest mój cel, moja intencja.