Wczoraj wieczorem zaskoczyło mnie uczucie wijącego się wzdłuż mojego kręgosłupa węża. W momencie, gdy zaczął on przechodzić przez szyję do głowy, nastąpiło bardzo niewygodne uczucie. Siedziałam nieruchomo, gdyż miałam wrażenie, że mój ruch wywoła ból.
Przez trzy lata zastanawiało mnie, co za rodzaj inicjacji przeszłam w pierwszym fizycznym kontakcie z moim (nazwijmy go) Kochankiem. Zdarzenie miało miejsce 30/31 stycznia 2021 roku. Było dla mnie ogromnym szokiem, jak rozpaliło mnie to wewnętrznie i jak sponiewierało przez kolejne tygodnie.
Pamiętam, że nie byłam w stanie kontrolować ciała. Wszystko leciało mi z dłoni, nie potrafiłam utrzymać noża, nie potrafiłam na niczym się skupić. Rzucało mnie. Łzy leciały mi ciurkiem, ale nie z powodu płaczu, a raczej oczyszczania. Było zimno na zewnątrz, biało od śniegu, a ja wybiegłam na zewnątrz biegać, gdyż energia mnie rozsadzała. Tygodniami czułam w sobie żar i ucisk w klatce piersiowej. Chodziłam porozpinana, gdyż ciężko było mi oddychać. Mimo tego, nie pochorowałam się.
Pamiętam, że ciężko było mi pracować, oddychałam bardzo głęboko, nosiło mnie, musiałam wstawać co chwilę, wierciłam się. Był to czas, gdy pracowałam kilkanaście godzin dziennie i dodatkowo studiowałam zaocznie. Moim celem wówczas było móc skupić się na moich zajęciach, dlatego nie zapatrywałam się zbytnio w siebie, a robiłam wszystko, by sytuacja nie wykluczyła mnie z mojego normalnego funkcjonowania.
Życie ułożyło się tak, że półtora roku później poznałam osobę dla mnie bardzo ważną, z którą połączyły mnie przede wszystkim zainteresowania. Osoba ta powiedziała mi o Reiki. I to zaowocowało tym, że silnie ruszyłam do przodu. Wcześniej, przez wiele lat praktykowałam Hunę, ale nie przynosiła mi ona tego, czego oczekiwałam. Owszem, zdarzały się rzeczy wspaniałe, niesamowite doświadczenia, ale były one rzadkie. Mimo wszystko właśnie one trzymały mnie w tym, żeby nie rezygnować.
Reiki przyniosło i przynosi szalenie wiele wspaniałości i rzeczy, o których wcześniej nawet nie marzyłam. Stałam się głęboko zafascynowana pracą z energią. Wciąż szukam potwierdzeń naukowych, czytam biografie fizyków, książki związane z medycyną alternatywną, medycyną chińską, książki pisane pod natchnieniem Wzniesionych Mistrzów.
W styczniu miała miejsce sytuacja dla mnie niewytłumaczalna i bolesna dla mojego portfela. Również mój telefon zaczął się dziwnie zachowywać, co początkowo wiązałam z możliwą awarią po aktualizacji. W ostatnim czasie również moje komputery wykazują dziwne anomalie. Przyszło mi do głowy, że może moje wibracje zaburzają urządzenia wokół. Czuję, że moje wibracje wzrastają. Byłoby to zatem racjonalne wytłumaczenie.
Pojawił się ból w lędźwiach, dość silny. Początkowo sądziłam, że to przez suplement, który zaczęłam przyjmować. Po odstawieniu go, ból nie tylko nie ustąpił, ale wręcz wzmógł. Postanowiłam zacząć terapię akupunkturą. Akupunktura wyciszyła mój umysł, dzięki czemu nie budzę się w nocy. Lecz ból w plecach nadal istniał. Zaskoczyło mnie, gdy jednej nocy poczułam, jak ból przemieszcza się w górę wzdłuż kręgosłupa. Kolejnego dnia rano, nie mogłam wyprostować się. Czułam silny ucisk i żar w klatce piersiowej. Było mi słabo, zbierało się na wymioty. Jednak po paru godzinach byłam już w stanie normalnie pracować.
Wczoraj zaskoczyło mnie, gdy nagle poczułam w sobie węża. Zaczynał się w połowie kręgosłupa, na wysokości czakry splotu słonecznego/czakry serca, a kończył w głowie. Czułam wyraźne ruchy. Właśnie takie wężowate. Teraz jest ranek, ciągle czuję spięcie w tych okolicach, czuję ból w obrębie ramion i karku. Ten ból przemieszcza się. Wcześniej, jeszcze w łóżku, miałam również reakcje, które zwykle mam podczas medytacji.
Mam wrażenie, że budzi się Kundalini. Tak, jak 3 lata temu ten proces został przerwany – czułam wyraźnie, że stanęło wówczas na czakrze serca. Tak teraz, gdy jestem już świadoma, czym jest Kundalini, gdy co dzień pracuję z energią, co dzień medytuję i zezwalam na ten proces, mam wrażenie, że on następuje. Choć czuję zaskoczenie, że to dzieje się JUŻ.
Dzięki akupunkturze i reiki czuję wewnętrzny spokój, brak strachu. Chciałabym jedynie, by proces budzenia się nie zakłócił mojego życia zawodowego.