Marzenia się spełniają – Kundalini

Od bardzo długiego czasu mam na tapecie w telefonie cytat z Biblii – „Because of your faith, it will happen” Matthew 9:29.

Manifestacja. Chyba każdy z nas wie, jak działa – jeżeli mamy klarowny obraz w naszych myślach, jesteśmy wręcz przekonani o jego prawdziwym istnieniu, czujemy go, czujemy emocje z tym związane i bardzo często wizualizujemy detale – materializuje się. Dopóki obraz nie jest pewny, dopóki coś zmieniamy, jesteśmy niezdecydowani czy chwiejni – dopóty ta wizja nie przekształci się w rzeczywistość.

Dawno zauważyłam tę zależność. Już jako nastolatka. Mimo wiedzy, jak działa realizacja wyobrażeń, nie byłam zdecydowana w wielu kwestiach. Próbowałam się zdecydować, lecz nie było to dla mnie proste. Mogłam kilka dni trwać w przekonaniu, że coś ma wyglądać w określony sposób, po czym decydowałam, że jednak nie – to nie jest to. Byłam świadoma swojej chwiejności i próbowałam nad nią pracować.

Prostsze rzeczy łatwiej było mi manifestować. Czasami reagowałam śmiechem na to, że wystarczyło o czymś pomysleć i kilka minut później to się działo. To było niczym jasny dowód na to, jak energia działa i jak możemy na nią wpływać poprzez własne chęci i myśli.

Przebudzenie duchowe sprawiło, że coraz bardziej się wyciszam, uspokajam i nabieram pewności. Wiele emocji zanika bądź przybiera inną formę. Trudno mi nazywać niektóre emocje, więc błędnie nazywam coś stresem, choć tak naprawdę to nie stres czuję. Nie jest to również ekscytacja ani podniecenie. Z jednej strony czuję solidny spokój, a z drugiej coś w rodzaju oczekiwania szybkiego działania, reakcji. Nie jest to znana mi wcześnej niecierpliwość. Naprawdę trudno mi nazywać niektóre odczucia.

W przypadku tego, co realizuje się teraz – sama jestem bardzo zaciekawiona tym, jak spokojnie, sprawnie i szybko dział się ten proces. Czekałam z tym wpisem do momentu, aż wszystko będzie rozstrzygnięte.

Przez cały ten czas miałam i mam w sobie pewność, przekonanie, że to jest dla mnie. Mam w sobie spokój. Sypiam bardzo dobrze. Nie przejmuję się. Można by mówić o tym, że zaryzykowałam. Ale mając w sobie taką wewnętrzną pewność i przekonanie, że co jest mi pisane, to się zrealizuje – wybrałam tylko jedną z opcji i jej się trzymałam. I faktycznie okazała się być właściwa.

Odkąd przebudziłam się duchowo, zaczęłam zwracać uwagę na znaki. Gdy dzieje się coś ważnego w moim życiu, pojawia się bardzo dużo powtarzających się znaków i motywów. To upewnia mnie, że teraz jestem w istotnym punkcie i to jest coś, co jest właściwe dla mnie.

W tym, co realizuje się teraz, takich „znaków” jest bardzo dużo. Wiele z nich ma charakter trwały – czyli są jakby pieczęciami przypisanymi do tego konkretnego punktu. Dodatkowo przez lata budowałam więzi z tym właśnie punktem. Wciąż wracał w moich myślach. Czułam się wyjątkowo bliska z tym właśnie punktem. Był i jest moim ulubionym odkąd go poznałam. A poznałam go wiele lat temu, gdy wykonałam przełomowy krok w moim życiu.

Obecna sytuacja udowadnia mi, że musiałam budować pewność i przekonanie przez lata. Musiałam doświadczyć różnych innych sytuacji, które podniosły we mnie pewność, czego tak naprawdę oczekuję od siebie, swojego życia i otoczenia. I gdy ta pewność nadeszła, gdy stała się trwała, gdy zyskałam spokój w sobie i przekonanie o tym, co jest najlepsze dla mnie – nastąpił ciąg wydarzeń, który doprowadził do materializacji.

Ten ciąg wydarzeń jest dość zabawny z mojej obecnej perspektywy. Najpierw miałam wewnętrzny przypływ do tego, by działać w określony sposób. Później miałam potrzebę uporządkowania swojego życia, o czym pisałam wcześnej. A następnie musiał pojawić się na mojej drodze ktoś, kto bardzo silnie mnie zmotywował do działania w bardzo konkretnym czasie. Zrobił to poprzez stereotypowe myślenie o mnie, jako kobiecie. Wmawiając mi, że jestem odwrotnością tego, kim jestem naprawdę. Czyli dotykając mojej bardzo wrażliwej części – ambicji. Dotknęło mnie to tak bardzo, że w dwa tygodnie udowodniłam, że ten mężczyzna się mylił. Postanowiłam zrealizować najbardziej „przełomową” kwestię. Jednak z uwagi na to, że nic nie dzieje się przypadkiem i musiałam otrzymać bardzo silny bodziec do działania – jestem wdzięczna za to, że do tego zdarzenia doszło. Jak życie nam pokazuje – to właśnie przeciwieństwa dają nam najwięcej motywacji do działania i rozwoju.

Ten punkt mojego życia jest na tyle istotny, że z pewnością będę do niego wracać wielokrotnie i uśmiechać się wspominając to, jak zabawnie przebiegał. Czuję w tym prowadzenie i jestem za nie wdzięczna.

Życie jest niesamowite 🙂