5 lat z Kundalini

Wczoraj minęło 5 lat od „spontanicznej” inicjacji Kundalini. Od tego czasu zmieniło się bardzo wiele. Proces przebudzenia duchowego jest bardzo intensywny, lecz jest to również najwspanialsze doświadczenie, za które jestem wdzięczna.

Przez całe swoje życie miałam wewnętrzną potrzebę pisania. Już jako 7 latka próbowałam pisać książki, lecz z racji, że miałam ADHD, trudno było mi kończyć długoterminowe działania. Dlatego znacznie łatwiej było mi pisać wiersze i teksty do piosenek. Pisałam ich dziesiątki dziennie. Moich tekstów było tak dużo, że składowałam je w szopie poza domem. Część z nich zanosiłam do szkoły, gdzie miałam swoje miejsca na tablicach na korytarzu jak i w klasie. Moje wiersze pojawiały się też w lokalnych gazetkach i w książkach. Później pisałam teksty do piosenek, które sprzedawałam zainteresowanym. Wciąż miałam w sobie silną wolę napisania książki. Wpadłam na pomysł, że będę pisać ją stopniowo – jak wiersze – lecz w formie ciągłej, a w odpowiednim momencie zbiorę to w jedną, spójną, klarowną formę.

Gdy w styczniu 2024 roku zaproponowano mi zredagowanie książki o Kundalini, poczułam, że to znak bym po ukończeniu pracy zajęła się swoją własną książką. Piąta rocznica przebudzenia duchowego wydawała mi się dobrym momentem na wydanie pierwszej, całkowicie mojej publikacji. Od wiosny 2024 roku zaczęłam zbierać wszystkie swoje spisy w całość. Podczas przepisywania notatek w wersję cyfrową poczułam spełnienie, jakiego nie znałam nigdy wcześniej. Bardzo wiele nowych symptomów przebudzenia pojawiło się właśnie w tym czasie. Zauważyłam, że kontakt z treściami rezonującymi z nami silnie wpływa na nasz wzrost.

Ja jestem osobą introwertyczną – mam łatwość wyrażania siebie poprzez treści pisane, lecz nie czuję się komfortowo będąc widoczna fizycznie, czyli na przykład na nagraniach, na scenie… Pisanie jest moją formą ekspresji. W moim otoczeniu częściej jest to malowanie, rysowanie, przemawianie, nagrywanie siebie, bycie instruktorem, terapeutą grup… Form przekazywania swoich myśli i twórczości jest bardzo wiele. Ważne, by dostosować je do siebie, do zgodności z sobą i w ten sposób dzielić się tym, co w nas rośnie.

Przebudzenie duchowe (które nazywam Kundalini ze względu na to, że ten termin zaczął intensywnie pojawiać się w moim życiu zaraz po tym wydarzeniu) jest procesem ciągłym. Mam wrażenie, że nie ma końca, bo przecież i rozwój nie ma końca. Możemy mówić o zakończeniu pewnych etapów, o pełnym przebudzeniu, lecz tak naprawdę świadomość wciąż się poszerza tak jak i świat wciąż się zmienia.

Mam znacznie więcej przemyśleń, obserwacji aniżeli te, które ujęłam w książce. Mam wrażenie jednak, że nim spiszę je w kolejnych, powinnam doświadczyć nieco więcej. Jak na zawołanie, w ostatnich dniach moje oczy otworzyły się na to, co jakby przez całe życie mnie intrygowało i niemal każdego dnia zadawałam sobie pytanie – „dlaczego tak się dzieje?” W piątek (30 stycznia) pojawiła się we mnie odpowiedź. Wczoraj cały dzień byłam unieruchomiona. Czułam bardzo silne przepływy energii we mnie. Robiłam minimum, nie mając siły się ruszyć. Ten bezruch sprawił, że skupiłam się na myślach. Dzisiaj wróciły siły do działania fizycznego. Czuję jak energia rusza się we mnie, szczególnie w mojej głowie. Na pięciolecie z Kundalini poznałam odpowiedź na pytanie, które tak bardzo mnie „męczyło”. Teraz, gdy widzę sens i znaczenie, mam motywację do tego, by zmienić pewną część swojego życia. By skupić w niej więcej miłości i zrozumienia.

Pięć lat po przebudzeniu to zarówno wiele jak i niewiele. Czas oznacza ruch. Działo i dzieje się mnóstwo rzeczy, które teraz widzę inaczej, niż widziałabym je dawniej. Wiem, że odkryje się przede mną znacznie więcej i mam silną chęć i motywację dokumentowania tego we właściwej dla siebie formie.

Jestem wdzięczna za wszystko i wszystkich, którzy przyczynili się do mojego wzrostu. Wzrost dzieje się tam, gdzie są lekcje do przetworzenia i nauki. One płyną i z trudów, i z miłości. Obserwuję w sobie zmiany z dnia na dzień. W ostatnim roku pojawiła się we mnie możliwość skupienia, co sprawiło, że wydałam książkę i dokończyłam wiele rzeczy, ciągnących się za mną. Pojawiła się we mnie tak wielka miłość, że nawet zauważyłam u siebie odruch wzruszania się na piękno, co wcześniej nie miało u mnie miejsca. Pojawiła się we mnie silna potrzeba porządkowania życia, uproszczenia swojej przestrzeni; skupienia się na naturalności; odrzucenia nadmiaru i sztuczności. Stopniowo uwalniam się. Zauważyłam, jak bardzo przenikają pewne kwestie i jak wymagającym może być ograniczenie ich w swojej przestrzeni.

Przebudzenie to nie izolacja od świata, lecz współdziałanie. Mam wiele rozważań w tym temacie. Kolejne lata powinny wykształcić we mnie właściwe, świadome i odpowiedzialne współistnienie, czym z przyjemnością będę się dzielić.