W ostatnim czasie byłam w Paryżu. Wraz z moim przebudzonym towarzyszem dość spontanicznie wchodziliśmy do różnych miejsc. Oboje jesteśmy pewni, że nic nie jest przypadkiem i faktycznie ta kilkudniowa przygoda obfita była w symbole.
W naszych doświadczeniach przebudzenia duchowego posługujemy się terminem Kundalini, który pasuje w szczególności do wrażeń cielesnych odczuwanych podczas budzenia świadomości. Symbolem Kundalini jest Kaduceusz i pojawiał się on przed naszymi oczyma w wielu miejscach. Wciąż trafialiśmy na elementy polskie, co było bardzo miłym akcentem. Sprawiło to, że poczuliśmy bliskość relacji francusko-polskich. Szczególnie ciekawe doznania spotkały nas w kościołach i bazylikach.
Wiara w Boga jest dla nas obojga oczywistością. Nie chodziliśmy do świątyń by oddawać się mszom, lecz by móc rozpoznać energię, która w nich panuje. Byłam zaskoczona, gdy w kilku miejscach, przy upamiętniających figurach kilku błogosławionych osób poczułam silne przepływy energii. Przy dwóch z nich czułam wyraźne wznoszenie energii ku górze, co wskazuje na przebudzoną energię. Jeszcze będąc w Paryżu, zamówiłam autobiografię jednej z tych osób – Teresy od Dzieciątka Jezus.
Mam za sobą lekturę tej książki i w niektórych zdaniach czułam w sobie prądy wskazujące na to, że Teresa doświadczyła przebudzenia duchowego. Nie wszystkie jej słowa wskazują na przebudzenie, lecz zauważyć należy, iż żyła w odległym czasie wśród osób głęboko wierzących i bliskich kościołowi oraz zakonom. Przekonania, które nabyła w ciągłym towarzystwie osób związanych z kościołem mogły być tak głęboko zakorzenione, że jako bardzo młoda osoba nie wszystko była w stanie zweryfikować, by zbudować własne poglądy. Wątpliwości, które w niej się pojawiały, jej szczerość oraz część z jej słów, tajemnicza choroba, ciemna noc duszy… Te wszystkie kwestie wskazywały na przebudzenie. Lecz najważniejsza była głęboka, prawdziwa, jednoznaczna miłość i zaufanie Bogu. Właśnie to powoduje naturalne przebudzenie duszy i ciała. Właśnie to przebudziło mnie i osoby, które znam.
Znaki mogą pojawić się w każdym miejscu. Byliśmy w Paryżu, więc znaki objawiały się nam właśnie tam. Synchroniczność pojawiała się wszędzie, na każdym kroku. Otrzymywaliśmy odpowiedzi na to, co mieliśmy w myślach. Deszcz obmywał nas, oczyszczał, pokazywał naturalniejszą stronę miasta i nas. Było spokojnie, przestrzennie, wszystko było dla nas dostępne, wszystko było przed nami otwarte. Byliśmy prowadzeni do miejsc, które miały dla nas znaczenie, i które wskazywały kierunek. Był to pokaz tego, co dzieje się w zaufaniu do Boskiej siły.
Jeszcze przed wyjazdem miałam wiele snów, które wskazywały, że coś znaczącego wydarzy się w Paryżu. Czułam, że będzie to kolejny krok na mojej duchowej drodze. I tak się zdarzyło. Poczułam uzdrowienie, wzrost siły i zaufania. Powrót do Polski przyniósł kolejną falę symptomów. Pojawiły się uderzenia gorąca, żar w ciele, które wybudzały mnie ze snu. Poczułam i teraz również czuję nowe wrażenia w głowie i w ciele. Pojawiło się mnóstwo nowych tematów do zbadania i wyjaśnienia, nad którymi aktualnie pracuję. Pojawiła się jeszcze większa miłość wobec siebie i jakby ignorowanie ciała, niedostrzeganie aspektów ciała, które dawniej zaprzątały mi głowę. Już nie tylko nie czuję pewnych wibracji odnoszących się do uczuć, takich jak strach, czy wstyd. Teraz dodatkowo nie zauważam pewnych elementów, jakby pewnych warstw codzienności. W szczególności nie zauważam tej warstwy dotyczącej fizycznego wyglądu człowieka. Widzę poprzez aurę, energię, zachowanie danej osoby. Wygląd fizyczny staje się nieistotny.
Co jeszcze się wydarzy?